Europejski kraj podjął ważną decyzję ws. Iranu. Została ona zatwierdzona zarówno przez rządowy komitet ds. bezpieczeństwa, jak i parlament, gdzie wywołała gorącą debatę i sprzeciw części opozycji. Prezydent poparł to rozwiązanie, ale jednocześnie jasno określił warunek, który musi zostać spełniony. Trump już zaciera ręce. O co dokładnie chodzi?
Burzliwa debata w parlamencie. Rumunia zdecydowała w sprawie baz dla USA
Prezydent Rumunii zgodził się na użycie baz przez USA. Postawił jeden warunek
Amerykańskie wojsko w Rumunii. Media wskazują dwie konkretne bazy
Informacja o możliwości udostępnienia rumuńskich baz wojskowych amerykańskim siłom powietrznym pojawiła się po decyzjach podjętych na najwyższych szczeblach rumuńskiej władzy. Zgoda nie była jednak wynikiem jednostronnej decyzji prezydenta, lecz efektem procesu obejmującego zarówno rządowe struktury odpowiedzialne za bezpieczeństwo, jak i parlament.
Jak relacjonował portal Euronews Romania, sprawą zajmował się komitet rządu odpowiedzialny za kwestie obronności i bezpieczeństwa państwa. Dopiero po jego rekomendacji sprawa trafiła pod obrady parlamentu. Tam jednak nie obyło się bez sporów politycznych.
Debata w rumuńskim parlamencie była burzliwa, a część ugrupowań opozycyjnych stanowczo sprzeciwiała się udostępnieniu baz Stanom Zjednoczonym w kontekście operacji przeciwko Iranowi. Krytycy decyzji zwracali uwagę na możliwe konsekwencje dla bezpieczeństwa kraju oraz ryzyko wciągnięcia Rumunii w szerszy konflikt.
Mimo sprzeciwu opozycji większość parlamentarzystów poparła jednak decyzję władz wykonawczych. Ostatecznie zgoda została formalnie przyjęta, co otworzyło drogę do wykorzystania rumuńskiej infrastruktury wojskowej przez amerykańskie lotnictwo.
Prezydent Rumunii Nicusor Dan potwierdził, że jego kraj zgadza się na wykorzystanie baz przez siły powietrzne Stanów Zjednoczonych uczestniczące w operacji przeciwko Iranowi. Jednocześnie zaznaczył, że zgoda ta ma wyraźnie określone ograniczenia.
Jak podkreślił, chodzi wyłącznie o działania o charakterze defensywnym oraz o sprzęt, który nie jest przeznaczony do prowadzenia bezpośrednich ataków.
– Mówimy tutaj o samolotach cysternach, sprzęcie monitorującym i łączności satelitarnej – wyjaśnił prezydent Rumunii Nicusor Dan, odnosząc się do rodzaju sprzętu, który może zostać rozmieszczony w kraju.
Z jego wypowiedzi wynika, że Bukareszt chce uniknąć sytuacji, w której z rumuńskiego terytorium prowadzone byłyby działania bojowe z użyciem uzbrojenia ofensywnego. Prezydent podkreślał, że planowane rozmieszczenie sprzętu ma przede wszystkim wspierać działania logistyczne, rozpoznawcze oraz komunikacyjne.
Według Nicusora Dana taka forma współpracy z USA ma również pozytywnie wpłynąć na bezpieczeństwo samej Rumunii. W jego ocenie zwiększona obecność amerykańskiego sprzętu i personelu może wzmocnić zdolności obronne państwa znajdującego się na wschodniej flance NATO.
Rumuńskie media wskazują, że amerykański sprzęt oraz personel mogą zostać rozmieszczeni w dwóch konkretnych lokalizacjach na terenie kraju. Jak informuje portal digi24.ro, chodzi o bazy lotnicze w Konstancy nad Morzem Czarnym oraz w Câmpia Turzii, położonej w centralnej części Rumunii.
Według ustaleń portalu wraz ze sprzętem wojskowym planowane jest także skierowanie do Rumunii dodatkowego personelu wojskowego.
– Wraz ze sprzętem planowane jest wysłanie około 400–500 żołnierzy do utrzymania i zapewnienia bezpieczeństwa – podaje portal digi24.ro.
Obecność amerykańskiego wojska w rumuńskich bazach nie byłaby zresztą zupełną nowością. Rumuńskie media przypominają, że baza lotnicza w Konstancy była już wcześniej wykorzystywana przez siły zbrojne Stanów Zjednoczonych w trakcie operacji związanych z konfliktami w Afganistanie oraz Iraku.
Jeszcze do niedawna w Rumunii stacjonowało około dwóch tysięcy amerykańskich żołnierzy. Sytuacja ta zmieniła się jesienią 2025 roku, gdy Stany Zjednoczone zdecydowały o wycofaniu z kraju około tysiąca wojskowych.
Jednocześnie od około dekady USA korzystają z innej ważnej instalacji wojskowej w Rumunii – bazy w Deveselu, położonej na południu kraju. Obiekt ten jest częścią amerykańskiego systemu obrony przeciwrakietowej. Podobna instalacja funkcjonuje również w Polsce, w miejscowości Redzikowo, gdzie działa bliźniacza baza należąca do tego samego systemu.