Wyprostował się.
Znów się uśmiechnął.
Nie drugi miesiąc miodowy
Coś lepszego
To nie było tak romantyczne ponowne spotkanie, jak sobie wyobrażałam.
Nie było wakacji na plaży ani przeprosin przy świecach.
Zamiast tego, na ubraniach mieliśmy kosmyki włosów, a spokojne wieczory spędzaliśmy na szyciu ramię w ramię.
Ale w tych godzinach rozmawialiśmy.
Naprawdę rozmawialiśmy.
O jego matce.
O strachu.
O tym, jak pusty był dom po odejściu naszej córki.
I gdzieś pomiędzy igłą i nicią odnaleźliśmy się na nowo.