Wieczory filmowe.
Rezerwacje stolików w restauracji.
Długie spacery po zachodzie słońca.
Nic do niego nie dotarło.
Pewnej niedzieli nakrzyczał na mnie o naleśniki – naleśniki, o które prosił co weekend. Tej nocy nawet nie przyszedł do łóżka. Zasnął na kanapie, ciasno obejmując ramionami tę samą zniszczoną poduszkę.
Odległość między nami nie była duża.
Było duszno.
Pewnego wieczoru, po kolejnej kolacji, podczas której nie dało się nic powiedzieć, stałem i wpatrywałem się w tę poduszkę.
Coś w sposobie, w jaki to robił, zaniepokoiło mnie.
To nie było pocieszenie.
To była ochrona.
Złamane serce i podejrzliwość to okropni towarzysze.
Kiedy on brał prysznic, zrobiłam coś, czego nigdy nie wyobrażałam sobie, że zrobię.
Rozdarłem go.
Pióra nie wysypały się.
Zamiast tego — plastikowe torby.
Starannie zamknięte.
Oznaczone.
W każdym z nich były włosy.
Prawdziwe włosy.
Blond.
Rudy.
Siwy.
Każdy pakiet oznaczony jest starannym pismem.
Moje ręce zaczęły się trząść.
Po co mój mąż ukrywałby ludzkie włosy w poduszce?
Moje myśli szybko powędrowały w mroczne rejony. Romanse. Obsesje. Coś gorszego.
Nie pytałem go.
Zadzwoniłem na policję.

Na stacji siedziałam za grubą szybą, z bijącym sercem i obserwując Travisa po drugiej stronie.
Wyglądał na wyczerpanego.