Wilkołaki i wampiry czyli Siedmiogród między mitem a codziennością

W 1937 roku brytyjski reporter i podróżnik Bernard Newman przemierza Europę na rowerze. W karpackiej wsi Borgóprund, w samym sercu Siedmiogrodu, trafia na wieczór pełen opowieści o wampirach i wilkołakach. Newman pokazuje, że nie są one jedynie folklorem, lecz częścią codziennego porządku świata — miejsca, gdzie mit wciąż żyje obok nowoczesności.

Tekst jest fragmentem książki Bernarda Newmana Rowerem na Wschód 1937 (wyd. polskie: Znak Horyzont, 2025)

Romani to zbiorcza nazwa kilkudziesięciu języków romskich, którymi posługują się Romowie i Sinti. Pokój gospodarza dał mi okazję do zmiany tematu, ponieważ wyglądał niemal jak muzeum – z głowami zwierząt oraz porożem na ścianach, a skórami na podłodze. Dzięki swojemu stanowisku inspektor wód i lasów ma dostęp do jednych z najlepszych terenów łowieckich w Europie.

Ta wilcza skóra, na której trzyma pan nogi – rzekł. – Zastrzeliłem tego wilka w ogrodzie na tyłach domu. A te niedźwiedzie skóry tutaj – nie musiałem iść po nie specjalnie daleko. Większość z nich pochodzi z lasu po drugiej stronie doliny. Pamiętam jednak pewien poranek, kiedy zastrzeliłem siedem niedźwiedzi, siedząc na własnym płocie. Spojrzałem z niepokojem na okno, które szczęśliwie było zabezpieczone solidnymi kratami. Następnie zapłakałem nad własnym beztalenciem, ponieważ podczas wojny zostałem sklasyfikowany jako najgorszy strzelec w brytyjskiej armii: od tamtej pory z pół tuzina razy strzelałem do wilków – i zawsze chybiałem celu!

– Miał pan jakieś przygody z wilkami i niedźwiedziami?– zapytałem niepewnie, gdy już napodziwiałem się skór, marząc, by należały do mnie. Musiałem wyznać, jak sobie słabo radzę ze strzelbą. – Nie – odparł inspektor nonszalancko. – Po prostu je zastrzeliłem i tyle. – Z wilkami i niedźwiedziami nie miewa się przygód – odezwał się kierownik szkoły. – To wszystko legenda.

– Och, nie, nic podobnego – zaoponował dowódca straży pożarnej. – Mojego ojca kiedyś ścigała wataha wilków. – Niemożliwe – sprzeciwił się kierownik. – Wilki nigdy nie tworzą watah.

– Ale chwileczkę – wtrąciłem się, spiesząc na pomoc strażakowi. – Zawsze sądziłem, że zimą jednak zbierają się w watahy. – Nie, to nieprawda – powtórzył kierownik. – Wszystkie te sensacyjne opowieści o rosyjskich podróżnikach w śniegu, ściganych przez hordy wilków, to czysta fikcja. Wilki nigdy nie tworzą watah, nie ma w nich ani krzty ducha wspólnoty czy współpracy.

– Ale mówię ci – obstawał przy swoim dowódca straży pożarnej – że mojego ojca ścigała kiedyś wataha wilków. – Niewątpliwie wyobraźnia go poniosła – stwierdził ze spokojem nauczyciel. – Może zaatakowała go wilcza rodzina, zdarza się całkiem często, że basior i wadera polują razem z dwójką czy trójką szczeniaków, ale nie wataha. Podkreślam: nie wataha. W tym momencie wszyscy zaczęli się przekrzykiwać, a każdy przedstawiał dowody za czymś lub przeciwko czemuś, co sądzili pozostali. Przeważnie jednak nie były to żadne argumenty, a historie z gatunku jedna pani drugiej pani. – Zakładam – odezwał się strażak gorzkim głosem – że skoro nie wierzysz w istnienie wilczych watah, to będziesz również zaprzeczał istnieniu wilkołaków?

– Oczywiście, że będę – odparł nauczyciel. – Stek przesądów i bzdur!

– Nic podobnego – uparł się dowódca straży. – Choćby mój ojciec…

– A tak, twój ojciec – zawtórował kierownik szkoły. – Chyba wszyscy we wsi znali twojego ojca – poza tobą!

Gospodarz przyniósł drinki, żeby rozluźnić atmosferę, ale wzmianka o wilkołakach pobudziła moją ciekawość.

Na chwilę zapomniałem, że jestem w Siedmiogrodzie, w samym sercu zabobonnej Europy. Przypomniałem sobie własne przeżycia sprzed kilku lat w wiosce, która miała opinię nawiedzanej przez wampiry*. Napomknąłem o tym, a dowódca straży nawet nie czekał, aż skończę, i już zaczął snuć swoje wspomnienia czy raczej swojego ojca.

fot.Ilustracja poglądowa / stworzona przez AI „Pokój gospodarza w Borgóprund” – scena rozmowy o wampirach i wilkołakach.

Leave a Comment