Branża transportowa od środka, czyli jak pomidorek trafia na stół

Joe Monster, ciekawostki, memy, humor i rozrywka

Witaj nieznajomy(a)

zaloguj się

lub

dołącz do nas

…BO POWAGA ZABIJA POWOLI

Prześlij nam

Główna

Grupa FB

Krótkie

Blogi

Top

Archiwum

RSS

phone_android
Wersja mobilna

Galeria

Katalog

Najnowsze

Najpopularniejsze

Szukaj

Prześlij fotę

MonsterTV

Najnowsze

» Poczekalnia «

Top

MP3

Twoje ulubione

Szukaj

Katalog

Kolejka

Poleć film

Forum

Kawały Mięsne

Palma Pikczers

Hyde Park V

Fotoszopki

Głupie Pytania

Narzekalnia

Sportowe

Grajdołek

Pytania do redakcji

Quizy

Bojownicy

Mapa

Kalendarium

Zdjęcia

Kluby

Imprezy

Top

Online

Grupa FB

Trolle

Szaffa

» Wrzuć plik «

Filmy

Kawałki Mięsne

Palma Pikczers

HydePark

FotoSzopki

Filmożercy, Książkoholicy i Muzykanci

Moto Forum

Jestem nowy

Kuchnia Pełna Niespodzianek

Grajdołek Mistrzów

Głupie Pytania

Narzekalnia :>

Poezja Luźna

Półmisek Literata

Inteligentna Jazda

Pytania Do Redakcji

English Jokes & Life (en)

Sportowa Arena

« nowszy

losuj

starszy »

Pracowe

Branża transportowa od środka, czyli jak pomidorek trafia na stół

Rudy_Wilk
·
7 marca 2024 04:52

105 145  

216  

51  

Zastanawialiście się może kiedyś, jedząc kanapkę czy tam inne
ustrojstwo, jak to do Was trafiło? Czy też składając meble z firmy
naszego sąsiada zza morza, jak to zostało dostarczone do tych sklepów? Większość z Was powie: no jasne, TIREM. I
będzie w błędzie. Dlaczego? Chciałem Wam wyjaśnić parę kwestii odnośnie do
transportu i cen, o których zapewne nie macie pojęcia. No to lecimy.

Gdy przyjmowałem się do pracy w pewnej firmie iks lat temu, podszedł do mnie pewien jegomość z ogórkiem. Na początku współpracy w nowym miejscu nie czułem się z tym raczej komfortowo, ale zapytał mnie, czy wiem, że na to, że ma w ręku ten ogórek, musi pracować ta rzesza ludzi za nami.

Po latach w branży – miał rację. Ale od początku.

Klient

Pewnie codziennie jadąc samochodem, widzicie sznury aut ciężarowych. To tak zwane zestawy. Plandeki, muldy, izotermy, chłodnie, wywrotki. Co się komu podoba do zabawy. Każdy z tych sprzętów jest przeznaczony do innych ładunków. Ale to tylko końcówka transportu. Całość jest niewidoczna dla zwykłego śmiertelnika i owiana otoczką tajemnicy, tak by Kowalski nie wiedział, dlaczego ten cholerny pomidorek kosztuje w sklepie 14 ziko za kg, a nie 5, jak od rolnika.

Wszystko zaczyna się od tajemniczego słowa – klient. W transporcie każdy dla każdego jest klientem. Taka mała abstrakcja. Klient nasz pan. On ma magiczny ŁADUNEK, który trzeba przewieźć – i co najważniejsze, za niego zapłaci. Ile zapłaci, to już inna kwestia, ale ważne, że pieniądze są na stole. Nic tylko brać, panie kierowco/przewoźniku, co nie?

Hola, hola. Nie tak szybko. Aby klient mógł coś wywieźć, potrzebuje sprzętu, tutaj są trzy opcje:

1. Klient ma swoje samochody i ma związane z tym koszty (w naszym kochanym kraju nad Wisłą – niemałe), co powoduje, że jest to opcja najmniej spotykana.

2. Sprzedaje ładunek na giełdzie, gdzie nie ma gwarancji, że ten ładunek ktoś wywiezie, ale może ograniczyć koszty.

3. Może nawiązać współpracę ze spedycjami, które w ramach odpowiednich umów są w stanie wywieźć towar.

Wszystko ma swoje plusy i minusy w tym przypadku.

Najbardziej opłacalna, ale i najbardziej ryzykowna dla danej firmy jest opcja druga. Towar wywieziony za jak najmniejsze pieniądze i można narzucić większą marżę. Ale jeśli ktoś ładunku nie podejmie, to towar leży na magazynie i kwiczy. Lub też butwieje, jeśli to nie świnki. Pół biedy, jeśli to meble czy też inne płytki, ale jeśli mówimy o elementach potrzebnych do produkcji w jakimś zakładzie lub też innych częściach, które spowodują przestój w fabryce, to robi się ciepło.

Dlatego duże firmy na polskim rynku korzystają często z trzeciej opcji – mitycznej spedycji.

Spedycja

Spedycje w większości nie mają swojej floty. Są pośrednikami prowadzącymi interesy z przewoźnikami, którzy to dopiero posiadają ciężarówki. A na końcu w ciężarówce – pardon, ciągniku (czy też potocznie: koniu) – jest kierowca. Tak więc jak widać, łańcuszek się wydłuża. Plus dla klienta jest taki, że gdy podpisuje umowę, nie obchodzi go za bardzo, kto płaci koszty sprzętu, awarie czy też inne tego typu bzdety. Spedycja ma mu podstawić zakontraktowaną liczbę aut, a skąd je weźmie – panie, a co mnie to obchodzi? Podpisałeś? To rób.

Klient nasz pan i czy zamówi na dany dzień trzy czy trzydzieści trzy zestawy, to trzeba go obsłużyć. Żeby to zrobić, spedytor nieraz musi się dobrze napocić, żeby zgrać czas pracy kierowcy, odległość, czas załadunku, rozładunku etc. A mając tych aut kilka czy też kilkanaście, jest co robić. Szczególnie że do danej godziny musi być wszytko podane.

Jak nie – wiadomo: giełda. I coś zawsze wyjedzie (lub też nie), a ty firemko, która się podjęłaś, płać karę za niepodstawienie zestawu.

Tak zazwyczaj działają sieci handlowe i tutaj wiadomo – taka spedycja nie robi pro publico bono. Tak więc swoją marżę ma. Tę płac

Leave a Comment