Głód Serca
Sebastián wziął dziewczynkę za rękę. Jej dłoń była lodowata. Poprowadziła go w głąb ciemnego zaułka, gdzie pod starymi kartonami leżała kobieta. Była blada, trawiona gorączką, ale gdy tylko zobaczyła mężczyznę, resztką sił przyciągnęła córkę do siebie.
— „Kim pan jest?” — zapytała słabym głosem. — „Proszę… nie rób jej krzywdy”.
— „Chcę pomóc” — odpowiedział Sebastián.
Wtedy stało się coś, co sprawiło, że serce Sebastiána niemal przestało bić. Kobieta odsunęła kosmyk mokrych włosów z twarzy dziewczynki, a z jej kieszeni wypadł mały, plastikowy przedmiot. To był breloczek w kształcie małego niebieskiego samochodu. Sebastian rozpoznał go natychmiast. Sam go kupił. To był breloczek, który Lucas dostał na swoje piąte urodziny.
— „Skąd to masz?” — zapytał, a jego głos drżał.
— „Znalazłam go w parku, tam gdzie bawił się ten smutny chłopiec” — odpowiedziała dziewczynka. — „Ten, który zawsze płakał, dopóki go nie zabrali do tego dużego białego budynku za miastem”.
Sebastián poczuł, jak krew pulsuje mu w skroniach. „Duży biały budynek za miastem” — to był prywatny sierociniec, o którym słyszał w raportach detektywów, ale który zawsze pomijano, bo jego była żona rzekomo uciekła do Ameryki Południowej. Okazało się, że była tuż obok, a gdy jej zabrakło pieniędzy i zdrowia, syn trafił do systemu, o którym nikt nie wiedział.