Agnieszka patrzyła na Piotra z dołu do góry

Agnieszka powoli sięgnęła po telefon leżący na szafce nocnej. Palce drżały, ekran się rozmazywał, ale numer wybrała niemal na pamięć. — Co ty robisz? — zapytał czujniej Piotr. — Dzwonię po karetkę — odpowiedziała spokojnie. — Mam trzydzieści dziewięć i cztery gorączki, tachykardię, dreszcze i nudności. I męża, który uniemożliwia mi uzyskanie pomocy medycznej. Rzucił się w jej stronę. — Zwariowałaś?! — Nie podchodź — powiedziała cicho, a w jej głosie było coś, co sprawiło, że się zatrzymał. — Jeszcze krok i powiem dyspozytorce, że używasz wobec mnie siły.

W słuchawce odezwał się kobiecy głos. Agnieszka krótko i rzeczowo podała objawy oraz adres. Piotr stał pośrodku pokoju, zaciskając i rozluźniając pięści. Jego pewność siebie topniała, zastępowana wściekłością i dezorientacją. — Wiesz, co ty teraz robisz? — syknął, gdy rozmowa się skończyła. — Rujnujesz mi życie. Matka czeka. Samochód gotowy. Robisz cyrk. — Nie, Piotr — odpowiedziała cicho. — To ty robiłeś cyrk. Przez lata. Ja właśnie wyszłam z widowni. Patrzył na nią przez kilka sekund, jakby próbował odnaleźć w jej twarzy dawną Agnieszkę — uległą, cichą, gotową się tłumaczyć. Nie znalazł. — Dobrze — warknął. — Skoro tak. Skoro chcesz zrobić ze mnie potwora — radź sobie sama. Zobaczymy, jak zaśpiewasz beze mnie.

←PoprzedniNastępny→

Leave a Comment