Agnieszka patrzyła na Piotra z dołu do góry


W szpitalu diagnoza zabrzmiała zwyczajnie i przerażająco zarazem — powikłana infekcja wirusowa, ryzyko zapalenia płuc. Podłączono kroplówkę, przykryto ją, podano leki. Po raz pierwszy od dawna nikt na nią nie krzyczał. Nikt niczego nie żądał. Nikt nie stawiał cudzych ziemniaków ponad jej życie. Telefon zawibrował. Wiadomość od Piotra: „Mama jest w szoku. Wszystko zniszczyłaś. Nie wiem, jak po tym z tobą żyć.”