Zostawił mnie, gdy nasz syn miał trzy lata. Teraz jestem czarnym charakterem w jego oczach.

Gdy dorastał, coraz częściej słyszałam od niego, że jestem zbyt surowa, że nie rozumiem jego problemów. Kiedy miał szesnaście lat, zaczął buntować się przeciwko wszystkiemu. Wtedy Andrzej nagle się odezwał. Zadzwonił, zaproponował Michałowi wspólny wyjazd nad morze. Bałam się, że znów go zrani, że znów zniknie bez słowa. Nie zgodziłam się. Michał miał wtedy trudny okres w szkole, potrzebował stabilizacji, a nie kolejnych rozczarowań. Powiedziałam mu, że to nie jest dobry moment. Michał był wściekły. Krzyczał, że nie pozwalam mu mieć ojca, że przeze mnie jest nieszczęśliwy.

Od tamtej pory coś się między nami zmieniło. Michał coraz częściej zamykał się w swoim pokoju, przestał ze mną rozmawiać. Czułam, jak oddala się ode mnie z każdym dniem. Próbowałam z nim rozmawiać, tłumaczyć, ale on nie chciał słuchać. Widział we mnie wroga, osobę, która zabrała mu ojca. Andrzej dzwonił coraz częściej, obiecywał złote góry, a ja wiedziałam, że to tylko słowa. Ale Michał wierzył. Chciał wierzyć, że jego ojciec się zmienił, że teraz będzie inaczej.

Kiedy Michał skończył osiemnaście lat, wyprowadził się do ojca. Nie mogłam go zatrzymać. Płakałam całą noc, patrząc na puste łóżko w jego pokoju. Andrzej przez kilka miesięcy udawał idealnego ojca — kupował Michałowi wszystko, czego chciał, zabierał go na wycieczki, chwalił się nim przed znajomymi. Ale po roku wszystko wróciło do normy. Andrzej znów zaczął znikać, a Michał został sam. Wrócił do mnie, ale już nie był tym samym chłopcem. Był rozczarowany, zgorzkniały, pełen pretensji do całego świata. I do mnie.