„Podpisz albo wynoś się z mojego domu” — zakpił mój mąż, zapominając, kto zapłacił za każdą cegłę.

— Jesteś sam? Adrian zmarszczył brwi. — Oczywiście. O co chodzi? Głos adwokata stał się napięty. — Powiedz mi jedną rzecz… Izabela naprawdę podpisała dokumenty? — Oczywiście, że podpisała — odpowiedział Adrian z irytacją. — Przecież mówiłem. Kolejna chwila ciszy. — Adrian… czy ty w ogóle rozumiesz, co ona właśnie zrobiła? Zaśmiał się. — Tak. Przyznała się do porażki. W słuchawce zapadła ciężka cisza. A potem adwokat niemal krzyknął: — Nie, idioto! Ona właśnie uruchomiła procedurę! Adrian nagle się wyprostował. — Jaką procedurę? — Czy ty w ogóle czytałeś to, co ona podpisała? — To moja umowa! — Nie — powiedział zimno adwokat. — To jej umowa. Adrian poczuł, jak coś nieprzyjemnego zaciska się w jego żołądku. — Wyjaśnij normalnie. Adwokat zaczął mówić szybko. — Pamiętasz refinansowanie, które zrobiłeś miesiąc temu? Adrian milczał. — Kredyt na ten dom, zaciągnięty na was oboje. — I co z tego? — A to, że ona właśnie podpisała zrzeczenie się majątku… razem z wnioskiem o kontrolę finansową. Adrian gwałtownie usiadł. — Co?! — Naprawdę jeszcze nie rozumiesz? Adrian gorączkowo zaczął przewracać kartki. — Tu jest zwykła umowa! — Nie — przerwał adwokat. — Jest jeszcze załącznik numer cztery. Adrian odnalazł mały paragraf drobnym drukiem. W ogóle go wcześniej nie czytał. Adwokat kontynuował: — W momencie podpisania automatycznie uruchamia się kontrola źródeł finansowania oraz autentyczności wszystkich zobowiązań kredytowych. Adrian poczuł zimny pot na plecach. — I co?

←PoprzedniNastępny→

Leave a Comment