Wracałam do Olsztyna i płakałam. Ale nie ze złości. Płakałam, bo przez osiemnaście miesięcy choroby, przez te wszystkie noce na kanapie, przez to zmęczenie i poświęcenie – byłam przekonana, że znam swojego ojca.
Ojciec przed śmiercią powiedział, że zostawił testament u notariusza. U notariusza usłyszałam, że wszystko jest zapisane na osobę, której nigdy nie widziałam na oczy
