Ochroniarze zamilkli. Jeden z nich zrobił nawet krok do przodu, jakby chciał upewnić się, że to naprawdę się dzieje. Aleksander Lewandowski powoli zgasił silnik i wysiadł z samochodu. Teraz już się nie uśmiechał. Przez kilka sekund patrzył na chłopca, jakby dopiero teraz zobaczył go naprawdę. — Co zrobiłeś? — zapytał. — Przewód od czujnika zapłonu się poluzował — odpowiedział spokojnie Kacper. — System blokował przez to uruchomienie silnika. Jeden z ochroniarzy pokręcił głową z niedowierzaniem. — Chcesz powiedzieć… że wszystko było przez to? Kacper lekko wzruszył ramionami. — Czasem najdroższy samochód nie pojedzie przez najmniejszy szczegół. Na podjeździe zapadła ciężka cisza. Aleksander Lewandowski powoli podszedł bliżej. Teraz patrzył na chłopca zupełnie inaczej. — Jak masz na imię? — zapytał. — Kacper. — I gdzie nauczyłeś się tak rozumieć silniki, Kacprze? Chłopak na chwilę zamilkł. — W warsztacie mojego taty — powiedział cicho. — Naprawiał samochody… dopóki nie zachorował. Słowa zabrzmiały spokojnie, bez skargi — była w nich tylko prawda. Lewandowski spojrzał na jego dłonie. Małe, ale pewne. Wciąż brudne od oleju. Dłonie kogoś, kto naprawdę pracuje. — Ile masz lat? — zapytał. — Czternaście. Ochroniarze znów spojrzeli po sobie. — Czternaście… — mruknął jeden z nich. Aleksander Lewandowski przez chwilę stał w milczeniu. Potem powoli wyjął portfel. Wyciągnął kilka dużych banknotów i podał je chłopcu. — Wygrałeś zakład. Ale Kacper nie wziął pieniędzy od razu. Spojrzał na mężczyznę i spokojnie powiedział:
←PoprzedniNastępny→