Nad młodym mechanikiem śmiali się wszyscy — a ten śmiech brzmiał szczególnie głośno, bo nikt z nich nawet nie podejrzewał, jak bardzo za kilka minut będą tego żałować. Jego ubranie

Chłopak nie spieszył się. W przeciwieństwie do wszystkich wokół nie próbował nikomu niczego udowodnić. Po prostu znów pochylił się nad silnikiem — spokojnie i uważnie, jakby obok nie stali ochroniarze, drogie samochody i człowiek przyzwyczajony do tego, że cały świat kręci się wokół niego. Przez chwilę przyglądał się silnikowi. Delikatnie przesunął palcami po jednym z przewodów, potem ostrożnie poruszył metalowym zatrzaskiem. Kilka sekund milczał. Ochroniarze spojrzeli po sobie. — No i co, geniuszu? — prychnął jeden z nich. — Może podać ci klucz? Albo młotek? Kilka osób znowu się roześmiało. Ale Kacper nawet nie spojrzał w ich stronę. Lekko przechylił głowę, jakby nasłuchiwał czegoś w pracy silnika. Następnie szybko odkręcił niewielką pokrywę jednego z elementów, poprawił przewód, który niemal niezauważalnie wysunął się z gniazda, i starannie wpiął go z powrotem. Po chwili wyprostował się. — Proszę spróbować odpalić — powiedział spokojnie. Aleksander Lewandowski uśmiechnął się z niedowierzaniem. — Mówisz poważnie? — zapytał z lekką kpiną w głosie. — To wszystko? To była twoja „wielka naprawa”? — Proszę spróbować — powtórzył Kacper. Lewandowski wzruszył ramionami i usiadł za kierownicą, przekonany, że za chwilę ostatecznie pokaże wszystkim, iż mają do czynienia tylko z zarozumiałym chłopakiem. Przekręcił kluczyk. Sekunda. Druga. I nagle silnik Rolls-Royce’a miękko i pewnie ożył. Głęboki, równy dźwięk silnika wypełnił podjazd. Śmiech zniknął natychmiast.

Następny→

Leave a Comment