Zimny, listopadowy deszcz siekł ulice Madrytu, zamieniając miasto w szarą mozaikę parasoli i pośpiesznych kroków. Sebastián Rojas stał nieruchomo pod migoczącą latarnią, pozwalając, by woda spływała po jego twarzy, mieszając się z gorzkimi łzami. W wieku czterdziestu trzech lat Sebastián był uosobieniem sukcesu. Jako założyciel i dyrektor generalny NovaPay Group, nosił garnitur wart więcej niż roczny czynsz przeciętnej rodziny, a jego luksusowy zegarek dyskretnie przypominał o każdej minucie jego cennego czasu.
Ale w tej minucie czas nie miał znaczenia. Sebastián nie był potężnym prezesem. Był złamanym człowiekiem.
Dokładnie rok temu jego życie legło w gruzach. Jego była żona, ogarnięta gniewem po rozwodzie, zniknęła wraz z ich synem, Lucasem. Trzysta sześćdziesiąt pięć dni milczenia. Setki opłaconych detektywów, tysiące godzin spędzonych w sądach i na komisariatach – wszystko na nic. Dzisiejsze spotkanie z inwestorami z Nowego Jorku, które miało przypieczętować jego dominację na rynku, wydawało się farsą. Żadna fortuna nie mogła wypełnić echa w pustym pokoju dziecięcym w jego apartamencie.
— „Proszę pana… czy pan też płacze, bo jest głodny?”
Następny→