Dotyk

Ale wtedy drzwi skrzypnęły.

Mała dziewczynka w za dużej sukience wymknęła się spod opieki strażnika i podeszła prosto do ławy sędziowskiej. Miała ogromne oczy i twarz zbyt poważną jak na swój wiek.

— Lily… — wyszeptał Robert, przerażony.

— Tatusiu, nie bój się — odpowiedziała spokojnie.

Sala znów zachichotała.

— Proszę, wysoki sądzie — powiedziała Lily, wspinając się na palce. — Jak pani puści mojego tatę, ja sprawię, że pani znowu będzie chodzić.

Śmiech ucichł.

Nie dlatego, że słowa miały sens.Ale dlatego, że Catherine Westbrook poczuła coś dziwnego.

Dziewczynka dotknęła jej dłoni. Ciepłej. Pewnej.

I wtedy — pod żebrami — pojawiło się mrowienie. Delikatne. Niemożliwe.

←PoprzedniNastępny→

Leave a Comment