— To moja żona, Lucía. Pobraliśmy się w Guadalajarze.
Don Armando milczał przez długą chwilę, po czym wskazał na gabinet.— Wejdź. Musimy porozmawiać o kobiecie, którą obaj najwyraźniej kochaliśmy, ale żaden z nas jej nie znał.
I. Dwa życia, jedno kłamstwo
Wewnątrz gabinetu, wśród woni starego tytoniu i skóry, prawda zaczęła wyłaniać się z mroku. Don Armando otworzył sejf i wyciągnął plik dokumentów.
— Moja córka, Elena, zawsze była buntowniczką. Pięć lat temu zniknęła. Powiedziała, że chce żyć na własny rachunek, bez moich pieniędzy i nazwiska. Wróciła pół roku temu, błagając o przebaczenie. Powiedziała, że podróżowała, że była sama.
Javier słuchał, a w jego głowie układały się puzzle. Pięć lat temu poznał Lucię w małej kawiarni. Była tajemnicza, nie miała rodziny, mówiła, że jest sierotą. Pół roku temu zaczęła „pracować” jako pielęgniarka na nocnych zmianach. Często wyjeżdżała na „szkolenia”.
— To nie były szkolenia — szepnął Javier, czując, jak serce pęka mu na pół. — Przyjeżdżała tutaj. Żyła jako Elena przez kilka dni w miesiącu, a potem wracała do naszego małego mieszkania jako Lucía.
— Tydzień temu Elena zginęła w wypadku samochodowym na autostradzie — kontynuował Don Armando, a jego głos się łamał. — Zidentyfikowałem ciało. Miała na sobie naszyjnik, który dałem jej na osiemnaste urodziny.
←PoprzedniNastępny→