Błoto i Światło: Cud w Parku

I. Pęknięcie

W dwudziestym piątym dniu Davi nie przyszedł. Felipe siedział na wózku, czekając godzinę, dwie, trzy. Jego twarz, dotąd promienna, zaczęła gasnąć.— Tato, może on zapomniał? Może lekarstwo już nie działa? — pytał cichym głosem.

Marcelo nie mógł tego znieść. Wynajął prywatnego detektywa, by odnalazł „brudnego chłopca z parku”. Wieczorem otrzymał adres. To nie był Alphaville. To była fawela na obrzeżach miasta, miejsce, gdzie beton mieszał się z błotem, a bieda krzyczała z każdego kąta.

Pojjechał tam swoim luksusowym SUV-em, który wyglądał w tym miejscu jak statek kosmiczny. Znalazł mały dom z blachy falistej. W środku, na starym materacu, leżał Davi. Był blady, miał sine podkrążone oczy. Obok niego siedział starzec o dłoniach tak spracowanych, że przypominały korzenie drzew.

— Davi jest chory — powiedział starzec, dziadek chłopca. — Pracował za dużo przy rzece, by zbierać to błoto dla pańskiego syna. On wierzy, że obietnica jest święta.

Marcelo rozejrzał się po nędznym pomieszczeniu. Zauważył coś na stole. Stare, pożółkłe zdjęcie dziadka Daviego w białym kitlu.

←PoprzedniNastępny→

Leave a Comment