Wieczorem jednak przyjechał. Z pudełkiem czekoladek i miną uczniaka przyłapanego na paleniu.
— Mogę wejść?
— Nie. Ale pogadać możemy. Na ławce. Pięć minut.
Usiedli. Miętosił pudełko jak talizman.
— Tęsknię. Tam wszystko jakieś… nie takie bez ciebie…
— Sierioż, tęsknisz nie za mną, tylko za tym, że chroniłam cię przed twoją matką i przed życiem. Wyjechałam nie dlatego, że cię nienawidziłam, tylko dlatego, że pokochałam siebie.
Opuścił głowę.
— Mógłbym spróbować wszystko zmienić.
— Za późno. Ja już zmieniłam wszystko sama.