Tak, mam teraz osobne

w sąsiedniej dzielnicy, szukali nauczycielki języka rosyjskiego. Wczoraj wzięła pierwszą uczennicę na korepetycje.

Siergiej nie dzwonił. Wcale. Zniknął, jakby go nigdy nie było. I najgorsze było to, że było jej wszystko jedno.

W trzecim tygodniu telefon zawibrował.

— Halo?

— To ja — zmęczony, cichy głos. — Siergiej.

Milczała.

— Pomyślałem… Może niepotrzebnie tak od razu wyjechałaś? Przecież tyle lat razem…

— Od razu? — uśmiechnęła się krzywo. — A gdy twoja mama rzuciła we mnie kapciem, bo chciałam mieć dzieci — to jak było? Delikatnie?

Westchnął.

— Wiedziałaś, jaka jest… Ciężko przeżywała śmierć ojca.

— A ja ciężko przeżywałam brak wsparcia. I wiesz, Sierioż, zrozumiałam: całe życie żyłam w cudzym domu. A teraz — w swoim. Choć obdrapanym, choć bez ciebie, ale swoim. I jest mi spokojnie.

Pauza.

— Chciałem przyjechać. Zobaczyć mieszkanie. Zobaczyć ciebie. Może jeszcze da się coś uratować.

— Przyjedź. Ale sam. Bez mamy. I mieszkania nie zobaczysz — ono nie jest dla gości. Ono jest dla mnie.

— Stałaś się okrutna.

— Nie, Sierioż. Po prostu przestałam być wygodna.