Jedno kliknięcie
W Wigilię zgodzili się przyjść na kolację. Udawali normalność. Rozmawiali o pogodzie. O samochodach. O niczym.
Mój telefon leżał obok talerza.
W pewnym momencie, bez przemówienia, bez zapowiedzi, dotknęłam ekranu.
Wyślij.
W ciągu kilkunastu sekund ich telefony zaczęły wibrować.
List wraz ze zrzutami ekranu trafił do całej rodziny.
Nie krzyczałam.
Nie oskarżałam.
Prawda była już w ich skrzynkach odbiorczych.
Nie mogli jej cofnąć. Nie mogli „odkręcić” wiadomości. Nie mogli zmienić treści własnych słów.
Stół eksplodował nie dlatego, że podniosłam głos.
Eksplodował, bo przestali kontrolować narrację.
Maya siedziała spokojnie. Patrzyła, jak dorośli ponoszą konsekwencje.
Po ich wyjściu powiedziała tylko:
„Nie mogą już udawać.”
I miała rację.
Zablokowałam numery. Nie z gniewu. Z troski o spokój.
Maya poszła na studia artystyczne. Dzwoni do mnie wieczorami. Nie dlatego, że musi. Dlatego, że chce.
Nie wybrałam tradycji.
Wybrałam ją.
A kiedy ktoś pyta, czy nie żałuję, przypominam sobie jej twarz przy tamtym stole — spokojną, pewną, wolną od wątpliwości, czy zasługuje na miłość.
Nie musi na nią zasługiwać.
Ona już ją ma.