Kierownik sklepu podszedł pospiesznie.
„Proszę pana, jeśli nie może pan zapłacić, musi pan stanąć z boku.”
Wszyscy patrzyli. Wszyscy oceniali.
I wtedy kasjerka zrobiła coś, czego nikt się nie spodziewał. Sięgnęła do własnej kieszeni, wyciągnęła zgnieciony banknot 20-dolarowy – pieniądze na swój obiad, jedyne, jakie miała na ten dzień – i zapłaciła za jego zakupy.
Mężczyzna spojrzał na nią. A to, co zrobił chwilę później, sprawiło, że w całym sklepie zapadła cisza.
Ale wróćmy do początku.
Ikenna Dialo przez 30 lat budował imperium. I jedno popołudnie w supermarkecie miało na zawsze odmienić jego życie.
W wieku 52 lat był założycielem i przewodniczącym Dialo Holdings – konglomeratu wartego 3,7 miliarda dolarów. Nieruchomości, żegluga, technologia. Jego ślady były na połowie budynków w Atlancie, choć patrząc na niego, nikt by się tego nie domyślił.
W przeciwieństwie do wielu bogatych mężczyzn nie obnosił się ze swoim majątkiem. Żadnych krzykliwych zegarków, designerskich garniturów na zakupy, żadnej świty. Ubierał się skromnie, sam prowadził samochód i nosił własne torby.
„Pieniądze to nie kostium” – mawiał jego ojciec w Saint-Louis w Senegalu. – „Człowiek, który chce, by świat widział jego bogactwo, nie ma nic innego do pokazania.”
Ikenna przyjechał do Ameryki w wieku 19 lat jako syn rybaka. Jego ojciec, Musa Dialo, był najmądrzejszym człowiekiem, jakiego znał. Spokojny, o dłoniach naznaczonych bliznami od sieci, mówił przysłowia, które Ikenna rozumiał dopiero po latach.
„Synu, rzeka nie pije własnej wody. Drzewo nie je własnych owoców. Słońce nie świeci dla siebie. Żyć dla innych – to prawo natury.”
Jego matka, Fatou, sprzedawała ryby na targu. Liczyła szybciej niż kalkulator i w pół minuty potrafiła ocenić charakter człowieka.