„Zapłacę za to. To moje pieniądze, nie sklepu.”

W sobotnie popołudnie supermarket pękał w szwach. Długie kolejki, zmęczone twarze, każdy chciał już tylko wrócić do domu. Przy kasie numer 4 stał mężczyzna. Proste ubrania, znoszona kurtka, mały koszyk z zakupami: ryż, fasola, olej, chleb – rzeczy potrzebne do przetrwania.
Poklepał kieszenie. Potem jeszcze raz.
„Przepraszam” – powiedział do kasjerki. – „Chyba zapomniałem portfela.”
Kobieta stojąca za nim w kolejce niemal wybuchła.
„Pan sobie żartuje? Niektórzy z nas się spieszą. Proszę się odsunąć.”