Emma usiadła z Sophie na kolanach.
– Pańscy synowie nie są niegrzeczni, bo są źli. Są inteligentni i czują się bezsilni oraz niesłyszani. Więc robią coś dramatycznego, żeby ktoś wreszcie zwrócił uwagę.
– Co pani proponuje?
– Dać im możliwość wykorzystania ich inteligencji i kreatywności w dobry sposób. Włączać ich w decyzje. Pokazać, że ich działania mają wpływ na ludzi, których kochają.
Sześć miesięcy później dom był nie do poznania. Śmiech i twórcza energia zastąpiły chaos. Trojaczki pomagały w obowiązkach, realizowały projekty edukacyjne, a w Emmie widziały nie przeciwnika, lecz sojuszniczkę. Sophie rzeczywiście stała się dla nich jak młodsza siostra.
– Emma – powiedział kiedyś Jonathan – oddała pani moim synom coś, co myślałem, że stracili na zawsze.
– Co takiego?
– Poczucie rodziny. Pokazała im pani, że można być mądrym, kreatywnym i pełnym energii, a jednocześnie życzliwym i wrażliwym.
Emma uśmiechnęła się, patrząc, jak Max pomaga Sophie układać klocki, a Leo i Paul budują obok wysoki mur.
Jonathan wiedział jedno: nie znalazł idealnej niani, która miała „opanować” jego dzieci. Znalazł kogoś, kto potrafił ich wysłuchać i skierować ich siłę ku czemuś dobremu.