Wrócił z nim do Oak Hill. W słonecznym pokoju pełnym książek siedziała Evelyn – już przytomna, skupiona.
– Przywiozłeś mnie do domu – powiedziała, ściskając jego dłonie. – Nie potraktowałeś mnie jak ciężaru. Dałeś mi poczucie bezpieczeństwa.
Zaproponowała mu, by został. Nie tylko na noc. Na dłużej. Dom był zbyt duży i zbyt pusty.
– Nie zrobiłem tego dla nagrody – odparł cicho.
– Właśnie dlatego chcę, żebyś został – odpowiedziała.
Następnego dnia wróciła do sklepu z propozycją na piśmie. Pokój w domu, miesięczne stypendium i pomoc w powrocie do szkoły.
– To nie umowa. To zaproszenie.