Andre odmówił wejścia.
– Nie trzeba. Muszę wracać.
Zostawił numer na podartej kartce i odjechał w ciemność – nie wiedząc, że jego pokój jest już zamknięty, a łóżko zastąpione podłogą w magazynie. I nie wiedząc, że właśnie zaczęło się coś znacznie większego.
Gdy dotarł do swojej kwatery, drzwi były zamknięte. Na ziemi leżała torba z jego rzeczami. Kartka na drzwiach głosiła: „Zaległość. Zamki wymienione.”
Nie przeklął. Nie zapłakał. Wsiadł na rower i pojechał dalej.
Schronienie znalazł w magazynie sklepu pana Johnsona. Suchy kąt, składane łóżko, zapach kartonu i cytrusów. Tej nocy spał spokojnie – myśląc o srebrnym medalionie i słowach: „Przypominasz mi kogoś, kogo kocham.”
Daleko stąd Evelyn siedziała przy kuchennym oknie, trzymając w dłoni podartą kartkę z numerem telefonu.
– Andre – wyszeptała jak modlitwę.
Następnego dnia pod sklep podjechał czarny, lśniący samochód. Elegancki mężczyzna przedstawił się jako Charles.
– Pani Evelyn Rose prosi, by pana odnaleźć. Chce panu podziękować.