„Proszę pana, ona coś dodała do pańskiego napoju!” – Niewytłumaczalny moment, który zmienił wszystko…

Edward mrugnął i uniósł wzrok. Obok jego stolika stał mały czarnoskóry chłopiec, nie starszy niż sześć lat.

Jego koszula była wyblakła i poplamiona, kolana zakurzone, dłonie splecione nerwowo. Oczy szeroko otwarte — nie z głodu, lecz z czegoś zupełnie innego. Ze strachu.

Edward rozejrzał się zdezorientowany.

— Słucham?

Chłopiec wziął drżący oddech i podszedł bliżej.

— Proszę… ona coś dodała do pańskiego soku.

Edward patrzył na dziecko, nie wiedząc, czy się śmiać, wpaść w panikę, czy wezwać ochronę. Żart? Podstęp?

Spojrzał w stronę baru. Kelnerka — młoda kobieta w ciemnym płaszczu, z czerwonymi paznokciami — szybkim krokiem znikała już na zapleczu.

— O nią chodzi? — zapytał.

Chłopiec energicznie pokiwał głową.

— Wlała coś z butelki. Najpierw się rozglądała. Widziałem to.

Gardło Edwarda ścisnęło się. Pierwszym odruchem było zignorowanie sprawy, lecz jego wzrok wrócił do szklanki. Nie zdążył jeszcze wziąć ani jednego łyka. Sok, jeszcze chwilę temu świeży i apetyczny, teraz wydawał się podejrzanie gęsty, z drobnymi pęcherzykami przy krawędzi.