Dr Patricia Coleman, profesor wizytująca z Cambridge, zawołała z tyłu: „Edmund, dowód jest solidny. Widzę to stąd.”
Profesor z MIT zaczął powoli klaskać. Jeden student dołączył, potem kolejny. Aula eksplodowała. Studenci wstawali, krzyczeli, robili zdjęcia tablicy. Hayes stał jak skamieniały. W końcu wydusił: „Dowód… jest poprawny.”
Ale to był dopiero początek.
Hayes uderzył z całą siłą swojego imperium. Niespodziewane testy z nieomawianego materiału. Zaniżone oceny za „brak rygoru”. Oficjalne oskarżenie o nieuczciwość akademicką. Zagrożone stypendium.
Thea była nikim. On — legendą.
Aż przeczytała jego słynny artykuł z 1993 roku. Strona 14. Twierdzenie 3.7. Założenie o zbieżności, które miało obowiązywać zawsze — a nie obowiązywało. Luka w dowodzie. Ten sam błąd w kolejnych publikacjach.
Napisała do niego. Bez odpowiedzi.
Dr Coleman potwierdziła: „Masz rację. Ten błąd istnieje. Wszyscy o nim wiedzieli. Nikt nie miał odwagi tego powiedzieć.”
Sympozjum Matematyczne w Bostonie. Dwa tysiące matematyków.
Hayes wystąpił pierwszy. Przedstawił poprawki jako swoją „samokrytyczną analizę”. Jej pracę sprzedał jako dowód własnej uczciwości. Wspomniał o niej mimochodem — jako o studentce, która „pomogła”.
Gdy zaczęła się sesja pytań, Thea wstała.
„Dziesięć dni temu. Odkrył pan te błędy dziesięć dni temu, gdy wysłałam panu analizę.”
Sala ucichła.
Została zaproszona na scenę.