Nikt nie potrafił okiełznać wściekłego bossa mafii – dopóki biedne bliźniaczki, córki służącej, nie dokonały niemożliwego.

Zoe i Ruby uklękły przy potężnym mężczyźnie. Zoe położyła dłonie na jego skroniach, Ruby na sercu. Sala zamilkła. Z ich rąk zaczęło emanować delikatne, złote światło. Otoczyło Harrisona. Dziewczynki bladły, pot spływał im po czołach, lecz nie przestawały. Przez pięć minut walczyły ze śmiercią.

Nagle Harrison wciągnął głęboki oddech. Kolor wrócił na jego twarz. Otworzył oczy.
Dr Cole badał go oszołomiony.
– To niemożliwe. Ciśnienie normalne. Krwotok… zniknął.

Harrison powoli usiadł. Spojrzał na wyczerpaną matkę i dwie małe dziewczynki.
– Kim jesteście? – wyszeptał.
– Ludźmi, którzy właśnie uratowali ci życie – odpowiedziała zmęczona Rosalie. – I tymi, których chciałeś zniszczyć.

Lekarze w szpitalu potwierdzili cud: guz zniknął, mózg się zregenerował. Harrison pamiętał ciemność i światło, które go z niej wyciągnęło. I twarze dzieci pełne współczucia.

Pięć dni później wezwał Rosalie i dziewczynki do gabinetu. Uklęknął przed nimi.
– Dlaczego? Zabiłem waszego ojca.

– Bo cierpiałeś – odpowiedziała Ruby. – A gdy ktoś cierpi, trzeba mu pomóc.

Harrison zwrócił się do Rosalie.
– Dług anulowany. Jesteście wolne. Dam wam pieniądze na nowy start.

Roześmiała się gorzko.
– Myśli pan, że pieniądze wymażą osiem miesięcy piekła? Albo śmierć mojego męża? Nie potrzebuję pańskich pieniędzy.

– Wiem – powiedział cicho. – Ale dzieci nie powinny tu zostawać.

Ruby nagle objęła jego nogę.
– Cieszę się, że już lepiej się pan czuje, panie Harrison.

Zoe zrobiła to samo. Harrison zesztywniał. Od 22 lat, od brutalnego morderstwa jego matki, nikt go nie przytulił. Upadł na kolana i nieporadnie odwzajemnił uścisk. Lód wokół jego serca pękł po raz pierwszy.