Nikt nie potrafił okiełznać wściekłego bossa mafii – dopóki biedne bliźniaczki, córki służącej, nie dokonały niemożliwego.

Rosalie pracowała po 18 godzin dziennie. Jej kolana krwawiły od szorowania podłóg. Robiła to dla Zoe i Ruby. Pewnego ranka, gdy z bólu pleców ledwo stała, Zoe położyła małe dłonie na jej plecach. Ciepło rozlało się po ciele Rosalie. Po kilku minutach ból zniknął.
– Nikt nie może się o tym dowiedzieć – powtarzała im jak zawsze. – Uznałby was za potwory albo narzędzia.

Trzy tygodnie później odbył się doroczny bal Blackwoodów. Sala balowa lśniła, lecz atmosfera była napięta. Blake Morrison wkroczył jak król.
– Wyglądasz na zmęczonego, Harrison – zakpił tak, by wszyscy słyszeli. – Może czas przejść na emeryturę?

Harrison wstał, a w jego oczach zapłonął gniew.
– Chcesz dziś umrzeć, Blake?

Zrobił krok naprzód – i nagle znieruchomiał. Oczy zaszły mu bielą, kieliszek wypadł z dłoni. Upadł, ciało wygięło się w konwulsjach. Wybuchła panika. Jasper uklęknął przy nim. Dr Cole zbiegł, blady jak ściana.
– Pękł tętniak mózgu. Krwotok wewnętrzny. Bez operacji umrze za piętnaście minut.