Nabijali się ze mnie, bo byłem synem śmieciarki… ale na zakończeniu szkoły powiedziałem jedno zdanie, którego nigdy nie zapomną.

Wieczorem siedzieliśmy przy kuchennym stole. Dyplom i list leżały między nami jak coś świętego. Jej mundur wisiał przy drzwiach, w powietrzu unosił się zapach chloru.

Po raz pierwszy nie czułem się przez niego mały.

Czułem się wyprostowany.

Tak, jestem synem śmieciarki. Zawsze nim będę.

Ale teraz to nie brzmi jak obelga.

Brzmi jak tytuł zdobyty.

A kiedy postawię stopę na kampusie, będę dokładnie wiedział, kto mnie tam doprowadził: kobieta, która przez lata zbierała cudze śmieci, żebym ja mógł podnieść życie, o jakim ona kiedyś marzyła.

Napisz w komentarzu, jak myślisz — co wydarzy się dalej w ich historii.