Elena poczuła się obnażona tą troską.
– Jestem… pomiędzy sytuacjami – odpowiedziała ostrożnie. – Przy takiej pogodzie noclegownie będą dziś pełne.
David zmarszczył brwi.
– Ma pani bezpieczne miejsce na noc?
Milczała. To wystarczyło.
– Tato – powiedziała stanowczo Sophie – Elena powinna pójść z nami do domu. Nie ma dokąd pójść, a my mamy dużo miejsca.
David spojrzał na Elenę w sposób, którego nie potrafiła odczytać.
– Spędziła pani czas z moją córką, zamiast po prostu odejść. To wiele o pani mówi. Czy zechciałaby pani zjeść dziś z nami kolację?
Elena patrzyła na tego obcego mężczyznę, który oferował jej schronienie.
– Nie mogłabym się tak narzucać.
– Ale ty się nie narzucasz – powiedziała Sophie z naciskiem. – Pomagasz. Potrzebujemy kogoś, kto rozumie, jak to jest pragnąć rodziny.
W końcu Elena opowiedziała im o zdradzie narzeczonego i o tym, jak straciła wszystko, na co pracowała. Ich uwaga sprawiła, że szczerość wydawała się bezpieczna.
– Wiem coś o tym – powiedział cicho David. – Czasem uzdrowienie zaczyna się od przyjęcia pomocy, nawet gdy duma mówi nam, że musimy radzić sobie sami.