Na przystanku autobusowym nie miała nic — aż dziecko wyszeptało: „Czy możesz być moją mamą?”

Dziewczynka skinęła głową.

– Czasem, gdy zdmuchuję świeczki na torcie urodzinowym, życzę sobie mamy. A kiedy zobaczyłam cię tu, smutną, pomyślałam, że ty też czegoś sobie życzysz.

Elena zastanawiała się, skąd to dziecko miało tak niezwykłą zdolność zaglądania w ludzkie serca.
– Masz rację – przyznała. – Życzyłam sobie rodziny. Kogoś, kogo mogłabym kochać i kto kochałby mnie.

Sophie rozpromieniła się.
– Właśnie. Ja też tego sobie życzyłam. Może życzyłyśmy sobie nawzajem.

Zanim Elena zdążyła odpowiedzieć, usłyszała męski głos, jednocześnie pełen paniki i ulgi:
– Sophie! Dzięki Bogu!

Podniosła wzrok i zobaczyła mężczyznę w drogim, ciemnym płaszczu, biegnącego w ich stronę. Jego twarz zdradzała strach i ulgę. Miał około czterdziestu lat, ciemne włosy i zadbany wygląd człowieka sukcesu.

– Tato! – zawołała Sophie. – Poznałam nową przyjaciółkę. To Elena. Życzyła sobie tego samego co ja.

Mężczyzna uklęknął przy córce.
– Sophie, tak mnie przestraszyłaś, gdy pani Chen powiedziała, że zniknęłaś z lobby.

– Przepraszam, tato – powiedziała dziewczynka. – Ale zobaczyłam śnieg i chciałam go obejrzeć. A potem spotkałam Elenę i odbyłyśmy bardzo ważną rozmowę.

Mężczyzna spojrzał na Elenę.
– Dziękuję, że z nią została pani – powiedział. – Jestem David Shen, tata Sophie.

– Elena Vasquez – odpowiedziała. – Po prostu czekałam na autobus, kiedy Sophie do mnie podeszła. To naprawdę niezwykłe dziecko.

– Tato – wtrąciła Sophie – Elena, tak jak ja, życzyła sobie rodziny. Może możemy sobie nawzajem pomóc.

David spojrzał na nie obie, próbując zrozumieć sytuację.
– Czy wszystko u pani w porządku? – zapytał łagodnie. – Czy potrzebuje pani pomocy, żeby gdzieś dotrzeć?