Monique Duval na chwilę pobladła. Błyszczący lureks jej kostiumu nagle wydał się śmieszny na tle wyblakłych desek i zapachu żywicy.

Monique zamarła. W jej oczach przemknęła uraza, potem coś na kształt zrozumienia. Powoli zdjęła rękawice poplamione zielenią. — Ja… — jej głos po raz pierwszy zadrżał. — Chciałam ją sprawdzić. Wiedzieć, że nie jest jedną z tych, które uciekają przy pierwszej trudności. Kamila spokojnie wytrzymała jej spojrzenie. — Sprawdzać można na różne sposoby — powiedziała cicho. — Ale upokorzenie nie jest najlepszym. Słowa nie brzmiały ostro, lecz była w nich twardość, której nie można było zignorować.

Wieczór zakończył się bez scen. Monique wyjechała milcząca. Daniel przed wejściem do samochodu zatrzymał się przy bramie. — Przepraszam — powiedział do Kamili. — Dziś zrozumiałem więcej niż przez ostatnie miesiące. Spojrzała na niego długo, jakby ważąc każde słowo. — W małżeństwie nie można stać przy lodówce i wpatrywać się w swoje buty — odpowiedziała. — Jeśli jesteś ze mną, jesteś obok mnie. Zawsze. Skinął głową. Po raz pierwszy nie ze strachu ani pod naciskiem matki, lecz świadomie.