Monique Duval na chwilę pobladła. Błyszczący lureks jej kostiumu nagle wydał się śmieszny na tle wyblakłych desek i zapachu żywicy.

Monique Duval na chwilę pobladła. Błyszczący lureks jej kostiumu nagle wydał się śmieszny na tle wyblakłych desek i zapachu żywicy. Zacisnęła usta w cienką linię, ale rękawice jednak wzięła. — Nie jestem przyzwyczajona do takich prac — wycedziła, próbując zachować godność. — To nic — odpowiedziała tym samym łagodnym tonem Catherine. — Przyzwyczajenia kształtują się szybko. Zwłaszcza gdy ktoś chce stać się częścią rodziny. Pokrzywa parzyła nawet przez grubą tkaninę. Po godzinie fryzura Monique się rozpadła, lakier stracił połysk, a na policzkach pojawiły się czerwone plamy. Spoglądała w stronę domu, jakby liczyła, że ktoś ją wybawi z upokorzenia. Nikt się jednak nie spieszył.

Daniel pracował w milczeniu. Najpierw niezgrabnie, z irytacją, potem z uporem, który bardziej przypominał próbę udowodnienia samemu sobie, że nie jest słabszy. Adrien Marten nie podnosił głosu, nie drwił. Stał obok i od czasu do czasu sucho rzucał: — Równiej. Deska lubi precyzję. Pod wieczór ogrodzenie lśniło świeżą farbą, sauna była wzmocniona, a działka uporządkowana. Kamila obserwowała to z dziwnym uczuciem: w piersi mieszały się wstyd, satysfakcja i niepokój.