Następnego ranka podjął decyzję.
Gdy wzeszło słońce, Mara przyszła wcześniej do pracy, włosy miała starannie związane, próbowała znów zakryć ślad na policzku. Zaskoczył ją widok motocykli ustawionych już przed restauracją, ich chrom błyszczał w porannym świetle.
Rex siedział przy ladzie i czekał.
Gdy podeszła, zapytał cicho, czy wszystko w porządku. Skinęła głową zbyt szybko, jej uśmiech drżał.
Zanim zdążyła się odwrócić, odezwał się ponownie – nie z gniewem, nie z litością, lecz z cichą stanowczością, która mówiła, że widzi to, co inni ignorują.
I wtedy się załamała.
Łzy napłynęły do oczu i popłynęły po policzkach, zanim zdążyła je powstrzymać. Menedżer wybiegł z zaplecza, gotów do kolejnej tyrady, ale Rex wstał. Sala zamarła.