Czarnoskóra dziewczyna codziennie przynosiła śniadanie starszemu mężczyźnie — aż pewnego dnia przed jej drzwiami stanęli oficerowie wojska


— Czy sugeruje pani, że podatnicy mają utrzymywać każdego bezdomnego?
Strach Aaliyah ustąpił jasności.
— Mówię konkretnie o George’u Fletcherze. O człowieku, który ryzykował życie, by bezpiecznie przewozić senatorów takich jak pan. Daliście mu obietnicę, wysyłając go w niebezpieczeństwo. Ja dotrzymałam swojej, przynosząc kanapkę. Wy złamaliście swoją, grzebiąc go w papierach.

Zapadła cisza. Potem generał Ashford podeszła do mikrofonu.
— Z dniem dzisiejszym powołujemy specjalną grupę ds. weteranów z utajnionymi aktami. Przeznaczamy 5 milionów dolarów na Fundusz Pamięci George’a Fletchera. A pannę Cooper mianuję łączniczką ze społecznością.

Sześć miesięcy później wszystko się zmieniło — i nic się nie zmieniło. Aaliyah nadal mieszkała w swojej kawalerce, ale pracowała już w szpitalu VA i kierowała funduszem. Pewnego ranka znów stała na przystanku. Obok niej stała młoda dziewczynka. Aaliyah podała jej brązową papierową torbę.
— Ktoś nauczył mnie — powiedziała cicho — że małe rzeczy nie są małe.

Gdy autobus odjechał, Aaliyah spojrzała przez okno na pusty chodnik, gdzie spał George. Przez moment mogłaby przysiąc, że go tam widzi — uśmiechniętego, uchylającego niewidzialny kapelusz.

Dobroć nie potrzebuje publiczności.
Sprawiedliwość nie potrzebuje pozwolenia.
A szansa zaczyna się od zauważenia tych, których świat wolałby zapomnieć.