Czarnoskóra dziewczyna codziennie przynosiła śniadanie starszemu mężczyźnie — aż pewnego dnia przed jej drzwiami stanęli oficerowie wojska

Adres na kopercie brzmiał: Generał Victoria Ashford, Pentagon, Biuro Inspektora Generalnego.
Aaliyah wysłała list. Czuła pustkę. Nikt tego nie przeczyta. Nikogo to nie obejdzie.

Dwa tygodnie później oficerowie zapukali do jej drzwi.
— Generał Ashford otrzymała list pana Fletchera — powiedział pułkownik Hayes. — I chciałaby się z panią spotkać.

Aaliyah poleciała do Waszyngtonu. W Pentagonie zaprowadzono ją do biura pełnego flag i wypolerowanego drewna. Generał Victoria Ashford — kobieta po sześćdziesiątce, z czterema gwiazdkami na ramionach — wstała, gdy Aaliyah weszła.
— Dziękuję, że pani przyjechała, panno Cooper.

Ashford otworzyła teczkę.
— George Fletcher był jednym z najlepszych oficerów wywiadu, jakich ten kraj kiedykolwiek miał. Latał na tajnych misjach podczas „Pustynnej Burzy”, w Kosowie. Po przejściu na emeryturę wypadł z systemu. Błąd biurokratyczny. Zawiedliśmy go.
Wskazała na zdjęcie.
— Uratował życie senatorowi Kirklandowi. Uratował wiele istnień. A potem o nim zapomnieliśmy.
— Dlaczego mi to pani mówi? — zapytała Aaliyah.
— Bo w jego liście nie chodziło o niego. Chodziło o panią. Widziała pani człowieka, którego wszyscy inni wymazali. Chcę to naprawić. Chcę, by złożyła pani zeznania przed komisją sił zbrojnych Senatu.

Trzy tygodnie później Aaliyah siedziała przy stole świadków na Kapitolu. Kamery, senatorowie, ostre światło.
— Panno Cooper — zapytała senator Drummond — dlaczego robiła to pani każdego dnia?
Aaliyah odsunęła przygotowane przemówienie.
— Bo nikt inny tego nie robił — powiedziała po prostu. — Nie wiedziałam, że był bohaterem. Myślałam, że to tylko głodny, starszy mężczyzna. Był czyimś dziadkiem. Czyimś przyjacielem.

Inny senator, sceptyczny: