W szpitalu wszystko działo się jednocześnie zbyt szybko i zbyt wolno.
— Jest pani z George’em Fletcherem? — zapytała rejestratorka, nie podnosząc wzroku. — Nie ma ubezpieczenia ani dokumentów. Musimy przenieść go do miejskiego szpitala przepełnienia.
— Nie możecie — powiedziała Aaliyah. — On jest weteranem.
— Ma pani dowody?
Aaliyah pomyślała o kopercie w kieszeni. O historiach o helikopterach i senatorach.
— Jestem jego siostrzenicą. Sprawdźcie to. Proszę.
Lekarz, dr Patel, włączył się do rozmowy.
— Sprawdź to, Rachel.
Kilka minut później komputer zapikał. Twarz Rachel pobladła.
— Jest trafienie. George Allen Fletcher. Honorowe zwolnienie w 2001 roku. Akta… są niemal w całości zaczernione. Tajne.
Dr Patel wyprostował się.
— Przenieść go na oddział C. Ja zajmę się rozliczeniem z departamentem ds. weteranów.
Trzy tygodnie później George został przeniesiony do domu opieki VA. Miał własne łóżko. Dostawał leki. Wyglądał lepiej. Podczas jednej z wizyt wręczył Aaliyah mały notes w zużytej skórzanej okładce.
— Pamięć mi szwankuje — powiedział. — Zapisałem rzeczy, które są ważne. Rzeczy, które są prawdziwe.
Aaliyah przeglądała strony: nazwiska, daty, ciągi liczb. Gdy podarowała mu ciepły, niebieski polarowy koc, spojrzał na nią ze łzami w oczach.
— Nikt nie zrobił dla mnie tyle przez dwadzieścia lat.
George zmarł we wtorek pod koniec sierpnia. Aaliyah odebrała telefon o 6:00 rano. Niewydolność serca. Spokojnie, we śnie. Pojechała do ośrodka odebrać jego rzeczy: niebieski koc, notes i małą kopertę zaadresowaną do niej. W środku było jedno zdjęcie. George — młodszy o dekady — w galowym mundurze, z trzema rzędami odznaczeń na piersi. Obok niego dwóch mężczyzn w drogich garniturach — jeden z nich był znanym senatorem. Na odwrocie widniały trzy słowa: Pamiętaj o dziewczynie.
W domu otworzyła zapieczętowaną kopertę, którą dał jej miesiące wcześniej. W środku był ręcznie napisany list:
Do kogokolwiek, kto to czyta — prawdopodobnie do generał Victorii Ashford… Nie mam wiele do pozostawienia. Ale chcę, byście wiedzieli o kimś, kto był dla mnie ważny. Nazywa się Aaliyah Cooper. Przez sześć miesięcy codziennie przynosiła mi śniadanie. Nie dlatego, że musiała, lecz dlatego, że mnie widziała, gdy wszyscy inni odwracali wzrok. Ten kraj zabrał wszystko, co mu dałem, a potem zgubił mnie w papierach. Ale ta dziewczyna dała mi godność, gdy nie miałem nic. Pamiętajcie o niej, tak jak ona pamiętała o mnie