Zabierzcie mi dziecko
— Miło mi, Veronico, — wyciągnęłam rękę przez ladę. — Proszę, powiedz mi, dlaczego w restauracji nie było miejsca dla mnie i mojej córki? Dlaczego wszystkie stoliki były zarezerwowane w czwartek o godzinie trzynastej, mimo że sala była w połowie pusta?
Veronica milczała, ręce jej drżały.
— Natalia Siergiejewna, nie wiem, co się stało, — powiedział Andriej, patrząc zdezorientowany na administratorkę. — Veronico, proszę, wyjaśnij.
— Ja… ja myślałam… — zawahała się. — Byli ubrani tak… pomyślałam, że to nie nasi klienci.
— Nie wasi klienci? — uniosłam brew. — A jacy klienci powinni być u nas?
— No… zamożni, w dobrych ubraniach…
— Czyli jeśli ktoś jest ubrany zwyczajnie, nie może wejść do restauracji?
Veronica milczała. Andriej zbledł.
— Natalia Siergiejewna, nie wiedziałem, że coś takiego się dzieje. Przepraszam.
Spojrzałam na Veronicę. Stała ze spuszczoną głową, gryzła wargę. Było mi przykro na nią patrzeć, ale musiała otrzymać lekcję.
— Veronico, wiesz, że dyskryminacja klientów ze względu na wygląd jest nielegalna? Każda osoba wchodząca do miejsca publicznego ma prawo do obsługi, jeśli nie łamie zasad i może zapłacić za usługi.