W sali zapadła cisza. Dźwięk sztućców ustał,

— Nie przerywaj — przerwałam mu ostro. — Przez lata wspierałam cię, gdy byłeś nikim. Kiedy twoja firma chyliła się ku upadkowi, to ja wzięłam pożyczkę na nasze nazwisko. Pieniądze, które dziś finansują ten cały teatr. Mój czas, moje poświęcenie, moja lojalność.

W sali zaczęły się szepty. Goście zaczynali się krępować. Oliver zbladł.

— Ale teraz koniec. Bo nie jestem twoim trofeum, twoją ozdobą, twoim cieniem. Dzisiaj sama postanowiłam wyjść z cienia.

Wyjęłam z torebki kopertę i położyłam ją obok jego kieliszka.