W czwartkowe popołudnie, zupełnie niespodziewanie, Klaudia pojawiła się w salonie. Nie z kwiatami.

W kolejnych tygodniach telefon zamilkł. A w jedną z niedziel Marek wrócił do domu z uśmiechem i kopertą.

— Kupiłem bilety. Lecimy do Włoch.

Eliza zamarła na moment, a potem poczuła ciepło, które przebiło każdą wcześniejszą ranę.

Bo są ludzie, którzy chcą coś ci odebrać.
I są tacy, którzy dzielą się z tobą wszystkim, co mają.