W kolejnych tygodniach telefon zamilkł. A w jedną z niedziel Marek wrócił do domu z uśmiechem i kopertą.
— Kupiłem bilety. Lecimy do Włoch.
Eliza zamarła na moment, a potem poczuła ciepło, które przebiło każdą wcześniejszą ranę.
Bo są ludzie, którzy chcą coś ci odebrać.
I są tacy, którzy dzielą się z tobą wszystkim, co mają.