Usiedli przy stoliku. Paweł położył telefon na stole, gdy nagle na parkingu odezwał się alarm w jego aucie wybiegł na zewnątrz. Alina czekała samotnie. Po chwili na telefonie Pawła zaczął dzwonić ktoś uparcie. Dopiero po kilku dzwonkach odebrała i zanim się odezwała, usłyszała donośny głos przyszłej teściowej, pani Ireny.
Synku, mam pomysł jak szybko pozbyć się tej ślepej Alinki. Moja koleżanka z biura podróży trzyma dla was dwa wyjazdy w Tatry. Po ślubie namówisz swoją niemądrą na wspólną wyprawę w góry. Powiesz, że chcesz popatrzeć na szczyty a potem postarasz się, żeby gdzieś się poślizgnęła i „przypadkiem” spadła. Ty natychmiast wrócisz i zgłosisz jej zaginięcie na policję. Możesz powiedzieć, że się pokłóciliście i wyjechała sama. Zapłacz, pokaż, jak ci zależy śledztwem nikt się nie przejmie za granicą! Wiem, że potrafisz udawać zrozpaczonego męża. Inaczej zrobią jej operację, odzyska wzrok i już nie będzie łatwo się jej pozbyć. Takich pieniędzy nie wolno przegapić, synku. To co, zgadzasz się? Wyłączam się.
Telefon zamilkł w rękach Aliny, jakby parzył ją żywym ogniem.
Czyli jego matka chce mnie zabić… a on chyba też… myśli kłębiły jej się w głowie.
Jeszcze chwilę temu była szczęśliwą panną młodą na progu nowego życia. Teraz serce w niej zamarło, a łzy zalały policzki. Była przerażona. Paweł wrócił do środka z lekkim uśmiechem na twarzy:
Chyba jakiś kot przewrócił się przy aucie, ale śladów nie ma. O, znów dzwoni telefon, muszę odebrać… Tak, jasne, Radosław, już jadę! powiedział szybko i pośpiesznie wrócił do stolika. Niestety, muszę pilnie jechać do biura.
Jedź, będę tu czekać na mamę, wspólnie wszystko omówimy, wymusiła spokój Alina.
No to lecę rzucił, nieświadom, że właśnie przegrał wszystko.
Ala usiadła na krześle i zaczęła płakać. Zauważyła ją znajoma menadżerka restauracji, pani Katarzyna.
Alinko, co się stało? A Paweł? Przecież mieliście…