Telefon zawibrował na stole, pokazując powiadomienie z portalu społecz

Powiedziałam tylko, że „martwię się”, bo Daniel nagle poleciał do Hiszpanii zamiast pracować w Niemczech.

Olivier zrozumiał wszystko.

Na piąty dzień wieczorem — dzwonek do drzwi.

Przez judasza zobaczyłam ich.

Zmęczeni. Spaleni słońcem. Rozwścieczeni.

Nie otworzyłam.

— Anna, otwórz! — ryknął Daniel. — Przestań robić cyrk!

Spróbował włożyć klucz.

Bezskutecznie.

Otworzyłam na łańcuch.

— Czego chcecie? — zapytałam uprzejmie.

— Przyszedłem do domu! — syknął Daniel.

— To mój dom. Twój — tam, gdzie Lia.