Patrzyłam na ekran, a w uszach huczało mi własne tętno. Jedna część mnie próbowała racjonalizować: może chodzi o niespodziankę, może o prezent, może o jakąś drobną aferę organizacyjną. Tyle że ton nie pasował do żadnej „niespodzianki”. W tym szeptaniu było coś, co miało zostać zakopane, nie zapakowane w ozdobny papier.
„O czym… on ma nie mówić?” — zapytałam prawie bezgłośnie.