Wybaczanie bez osądzania.
Kilka miesięcy później Julien przyszedł z matką. Bałam się tego spotkania. Przyszła z tartą cytrynową i niepewnym uśmiechem. Poczucie winy było obecne, ale nie ciężkie. Nie osądzałam. Strach czasami prowadzi do niedoskonałych wyborów.
Potem pokazał mi kilka obrazów. I jeden z nich głęboko mnie poruszył: portret mnie samego, namalowany z pamięci. Nie wyidealizowany. Po prostu prawdziwy. Zrozumiałem wtedy, że byłem ważny. Że nie zostałem zapomniany.
To, co myślałam, że przepadło.
W galerii obraz przedstawiający naszą starą kuchnię niemal mnie załamał. Poranek naszej największej kłótni z Thomasem. Pamiętał to. Ja też. I dowiedziałam się, że od dawna zmagał się z tym w milczeniu.
Czasami to, co uważaliśmy za definitywnie przepadnięte, powraca, by dać nam nie drugą szansę… ale niespodziewany spokój.