Ta chora siedzi mi na karku i przeszkadza

— Po co przyszłaś?! Mówiłem — jutro! JUTRO!

— Powiedziałeś: jestem sam — odparła Kristi. — A ty… — wskazała na Emmę — przy mnie pakowałeś swoje rzeczy!

Emma zamknęła oczy na sekundę.

Potem odezwała się chłodno:

— Pakowanie rzeczy? Bardzo dobrze. Marcel, zacznij teraz.

— Nie możesz mnie wyrzucić z MOJEGO domu! — wrzasnął.

Emma otworzyła szafkę i wyjęła dokumenty.

— To mój dom. Kupiony przede mną. Płatności — moje. Opłaty — moje.

Spojrzała mu prosto w oczy.

— Twój wkład? Zero.

Kristi opuściła głowę. Już wszystko rozumiała.

Marcel zaczął krzyczeć:

— Nigdzie nie pójdę! Nie masz prawa!

— W takim razie zadzwonię na policję.

Otworzyła drzwi na oścież.

— Wynoście się oboje.

Kristi wyszła pierwsza, cała drżąca:

— Naprawdę… przepraszam. Nie wiedziałam.

Marcel próbował złapać Emmę za rękę, ale się odsunęła.

— To koniec, Marcel.