— Dobrze — powiedziała Marina lodowatym głosem. — Zabierajcie.
— Dziecku trzeba nad morze, a wy się przemęczycie na działce! — oznajmiła teściowa, chwytając się za serce. Czekałam na obronę ze strony męża, ale on spojrzał na mnie błagalnie i zrozumiałam: nasz urlop jest odwołany.
Galina Pietrowna wyszła po dziesięciu minutach — cudownie uleczona z „zawału”.
— Jutro rano Lena podjedzie po dokumenty — rzuciła w progu. — Przepiszcie tam wszystko i dajcie im jeszcze pieniędzy na wycieczki. Tysiąc dolarów starczy, nie bądźcie skąpi.