Szwagierka zabrała naszą

Igor patrzył na żonę tak, jakby po raz pierwszy ją zobaczył: z przerażeniem i… podziwem.

— Ty… ty zrobiłaś to specjalnie?

— Specjalnie, Igor.

— A pieniądze? Nasze dwieście pięćdziesiąt tysięcy?

— Wróciły na kartę, po odjęciu kary i kosztu ich „meliny”. Grosze, wyszło jakieś trzydzieści tysięcy, reszta cała. Jutro pojedziemy ci naprawić samochód albo kupimy mi futro.

Igor milczał minutę, trawił to wszystko.

Potem parsknął.

Potem zachichotał.

A na końcu wybuchł śmiechem. Nerwowym, histerycznym, ale szczerym.

— No ty jesteś wiedźma, Marin… No ty jesteś żmija…

— Żmija — zgodziła się Marina, nalewając sobie wina. — Ale nie wycieraczka i nie ofiara.

Dziesięć dni minęło wspaniale.

Marina i Igor nigdzie nie pojechali, zostali w domu.

Spali do południa, spacerowali po parku, chodzili do kina.

Telefony mieli wyłączone.