Szwagierka zabrała naszą

W tle ryczała Wika:

— Mamo! Ja chcę do domu! Tu śmierdzi!

— Nie karmią nas! — darła się dalej Lena. — Poszłam na recepcję i mówię: „Gdzie kolacja? Mamy ultra all!”. A ten Turek: „Jaki all? Macie «room only»! Tylko pokój!”. Pokazałam mu voucher, a on się śmieje! Mówi, że to lipa!

— Igorek! Zrób coś! Twoja żona wysłała nas do więzienia! Dzwoń do ambasady!

Igor siedział z otwartymi ustami, patrząc na Marinę.

Marina spokojnie wzięła telefon.

— Nikt was nie oszukał.

— Jak to?! — Lena aż się zacięła.

— Chciałyście wycieczkę? Za darmo? Dostałyście. Darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda.

— Ty… ty podmieniłaś hotel?!

— Zorganizowałam wam tur zgodnie z waszym statusem, jesteście przecież biednymi krewnymi, sierotkami. Dla was i „dwie gwiazdki” to luksus. A „pięć gwiazdek” trzeba zasłużyć albo kupić za własne.

— Ja cię zabiję! — wrzasnęła. — Wrócimy i wydrapię ci oczy!

— Nie wrócicie — uśmiechnęła się Marina. — Bilety powrotne są za dziesięć dni. Wcześniej nie odlecicie. Życzę miłego wypoczynku, opalajcie się. Mówią, że w górach powietrze czyste — adenoidy przejdą.

Nacisnęła „rozłącz” i wyłączyła telefon.

W kuchni zapadła cisza.