Wstał z honorowego siedzenia na czele stołu. Cała sala zwróciła się ku niemu. Jego siwe włosy i spokojna, lecz stanowcza twarz sprawiły, że nikt nie śmiał się odezwać.
— Dziś jest mój dzień — powiedział wyraźnie. — I ktokolwiek spróbuje go zniszczyć poprzez upokorzenie drugiej osoby… — zatrzymał wzrok na swojej żonie — …opuści tę salę.
Hrabina Matylda zastygła bez ruchu. Nigdy wcześniej nikt nie zwrócił się do niej w ten sposób. Zrobiła krok w tył. Goście zamarli, zaskoczeni.