Sophie wyszła z kuchni za hrabiną, starając się zachować nienaganną postawę, tak jak uczyła ją babcia: „

Wstał z honorowego siedzenia na czele stołu. Cała sala zwróciła się ku niemu. Jego siwe włosy i spokojna, lecz stanowcza twarz sprawiły, że nikt nie śmiał się odezwać.

— Dziś jest mój dzień — powiedział wyraźnie. — I ktokolwiek spróbuje go zniszczyć poprzez upokorzenie drugiej osoby… — zatrzymał wzrok na swojej żonie — …opuści tę salę.

Hrabina Matylda zastygła bez ruchu. Nigdy wcześniej nikt nie zwrócił się do niej w ten sposób. Zrobiła krok w tył. Goście zamarli, zaskoczeni.

Lord zwrócił się do Sophie i ku absolutnemu zdumieniu wszystkich wyciągnął do niej rękę:

— Moja droga — powiedział tak, by wszyscy usłyszeli — dziś jesteś członkiem tej rodziny. A jeśli ktoś tego nie pojmuje, lepiej niech on opuści mój dom — nie ty.